Krzesimir Dębski: Uciekam w ciche dźwięki

Krzesimir Dębski / fot. G. Albert

Krzesimir Dębski / fot. G. Albert

Komponuje przebój za przebojem. Tworzy też muzykę poważną. Będzie dyrygował orkiestrą podczas koncertu galowego Festiwalu „Ślimakowe Rytmy”. – Nie mam wątpliwości, że praca na scenie z osobami, które słyszą dzięki postępowi medycyny, będzie dla mnie jako muzyka ciekawym doświadczeniem – mówi Krzesimir Dębski w rozmowie ze „Słyszę”.

Słyszę: Dlaczego zechciał Pan wesprzeć nas w organizacji Festiwalu?
Krzesimir Dębski: Żyjemy w czasach niebywałego hałasu. Poprzednie pokolenia nie znały czegoś takiego jak muzyka ze słuchawek czy z ryczących głośników w dyskotekach. Dzisiejsza młodzież spędza mnóstwo czasu w takim barbarzyńskim środowisku dźwiękowym. Wszechobecny hałas to zresztą problem nie tylko młodych, lecz właściwie każdego z nas. Jego skutki odczuwamy także my, muzycy. Kłopoty ze słuchem ma na przykład Sting. Z czasem będzie je miał coraz większy odsetek ludzi. Ważne, aby nagłaśniać ten problem i uczyć, jak oszczędzać uszy. Festiwal to świetna okazja, aby mówić m.in. o ochronie słuchu. Dlatego zaangażowałem się w to przedsięwzięcie.

S.: Podczas Festiwalu wystąpią osoby, dla których muzyka jest pasją, ale nie są profesjonalistami. Nie obawia się Pan współpracy na scenie z muzykami amatorami?
K.D.: Pasja jest najważniejsza! Dlatego bardzo ucieszyłem się, że będę pracował z ludźmi, którzy dzięki wszczepionym implantom mogli wrócić do muzyki. Nie ulegam stereotypowemu myśleniu, iż dobrze grać mogą tylko osoby idealnie słyszące. Są przecież artyści muzycy, którzy realizują swoje muzyczne pasje pomimo całkowitej utraty słuchu. Oni także słyszą muzykę tylko inaczej – poprzez wibracje. Nie wiem na razie, w jakim zakresie odbierają dźwięki uczestnicy Festiwalu. Nie mam jednak wątpliwości, że spotkanie z nimi i praca na scenie będą dla mnie bardzo ciekawe z profesjonalnego punktu widzenia. Mówię to z absolutnym przekonaniem. Kiedyś pisałem utwory dla zespołu muzycznego dzieci z różnymi upośledzeniami. Ta muzyka miała wtedy zadanie terapeutyczne. Koncertowałem nawet dla dzieci głęboko upośledzonych, które odbierały muzykę poprzez wibracje podłogi. To było dla mnie niezwykłe przeżycie. Zawsze staram się pomagać ludziom dotkniętym przez chorobę, pokrzywdzonym przez los. Może dlatego, że pochodzę z rodziny, w której byli inwalidzi wojenni, osoby kalekie. Moim tatą, który stracił nogę, sąsiadki straszyły dzieci. Wiem więc bardzo dobrze, jak okrutni potrafią być ludzie wobec inności. Dlatego doskonale rozumiem także osoby mające problemy ze słuchem. Wyobrażam sobie, jak trudno było im żyć, gdy nie mogli swobodnie komunikować się z otoczeniem. Podziwiam też upór, jakim z pewnością musieli się wykazać, aby realizować swoje muzyczne pasje.


Więcej w wydaniu specjalnym „Słyszę”
http://slysze.ifps.org.pl/beats-of-cochlea-1st-international-music-festival-for-children-youths-and-adults-with-hearing-disorders-wydanie-specjalne/

KUP TERAZ
http://www.ifps.org.pl/web/wydawnictwa/isklep.php